Karolina Lisowska

Karolinę znam od około 8 lat. Spotkałyśmy się w Raculce, gdy trafiła do mojej grupy na lekcje jazdy konnej w ramach w-fu. Pamiętam ją jako chętną do nauki, pracowitą, ale bardzo ostrożną adeptkę jazdy konnej. Przez kilka semestrów jeździła ze mną i w tym czasie poznała solidne podstawy tej dyscypliny. Nasz kontakt urwał się na kilka lat gdy Karolina skończyła studia, a ja wyjechałam z Raculki. Skontaktowała się ze mną ponownie jesienią 2011 roku . Miała dość „wożenia tyłka” przez ostatnich kilka lat i chciała swoją ogromną pracowitość i odwagę w podejściu do tematu jeździectwa przełożyć na wymierne efekty.


Meander to jej drugi koń. Kupiła go już ujeżdżonego, z dobrze utrwalonymi podstawami. Niestety, być może z powodu jego młodego wieku, wybujałego temperamentu, wojowniczego charakteru, czy dolewu pełnej krwi, ich współpraca nie zawsze się układała. Siwy z trudnością rozluźniał się pod siodłem. Bardzo szybko się spinał i buntował. Karolina miała poczucie, że za mało umie żeby nauczyć Meandra pracować spokojnie i w pełnym zaufaniu do jeźdźca.
Gdy rozpoczęłyśmy współpracę, przed Karoliną stało zadanie korekty dosiadu, a Meander przez pewien czas był jeżdżony przeze mnie. Koń ma bardzo ciekawy, obszerny kłus i galop „pod górkę”, natomiast jego dość krótki, jak na tak długie nogi, grzbiet, utrudniał bardzo rozluźnianie się pod jeźdźcem. Skutkowało to słabym stępem i zwiększeniem częstotliwości wykroku we wszystkich chodach.
Po roku pracy te problemy pojawiały się już bardzo rzadko, dzięki czemu para ma teraz coraz więcej czasu na właściwą pracę podczas treningu. Czuję, że rok 2013 będzie dla nich czasem dużego postępu.
Jesteś 1976. gościem na mojej stronie.   |  Ostatnia aktualizacja: 3 marca 2013 r.